W dwie godziny później wezwał mnie Lasota. Wyglądał jak Jasiński, .
- Weselej to pewnie nie, ale że cia¶niej, to z pewno¶ci± - zawołał Moryc.. Rankiem, Kandyd otrzymał list, skreślony w tych słowach: "Drogi. - Nie. Spróbujmy pójść tym tropem - powiedział, odkładając lóż. - Tylko jak? Nie możemy przeszukać jego domu. Nie est pusty tak jak dom Pitneya. Dniem i nocą pełno tam łużby. - Zgodnie z vanzagariańskim powiedzeniem, nadmiernie :atłoczona twierdza jest równie łatwa do zdobycia jak pusta. - Nigdy nie słyszałam tego przysłowia. - Zapewne dlatego, że je przed chwilą wymyśliłem. Wpatrywała się w płomień, dopóki nie wypełnił jej całego >ola widzenia. Delikatny zapach spalonej świecy nasycał iowietrze w sypialni. Pokój tonął w mroku. Przed paroma minutami zamknęła lokładnie drzwi i zasłoniła okno, tak że docierały do niej tylko [tłumione hałasy z wnętrza domu i ulicy. Medytacji nauczył ją przed wielu laty ojciec, ale świece ze ipecjalną mieszaniną ziół sporządzała jej ciotka. Aromat był agodny, uspokajający. Podobnie jak zapachy w sklepie pani 4oss, wywoływał wspomnienia przeszłości. Ulotny obraz jojawił się w jej wyobraźni: ojciec nachylony nad nią, objaśliający trudniejsze ustępy starych tekstów. Nigdy nie pojawiał się obraz matki, która zmarła rok po jej urodzeniu, natomiast często widywała postać Bemice. Ciotka sprowadziła siłg do domu starszego brata, by opiekować się nim i jego małą córeczką. To jej pogoda, ciepło i miłość ożywiały dom opustoszały po śmierci Elizabeth Reed. Bemice obdarzała bratanicę niemal matczyną miłością. Kierowała domem, wspierała brata załamanego po śmierci żony. W tych krytycznych chwilach to właśnie ona uratowała rodzinę, a nie, jak się zdawało, studiowanie przez ojca filozofii Vanza, pomyślała Madeline. Powoli rozpłynęły się wspomnienia i obrazy z przeszłości, a w jej pamięci pojawiły się sceny z powtarzającego się sennego koszmaru. Uważała, że powinna zastanowić się nad nimi jeszcze raz. W ostatnim śnie było coś nowego, wymagającego wyjaśnienia. Czas mijał. Pogrążyła się tak głęboko w wywoływanych w pamięci wizjach, że zdawało jej się, jak gdyby słyszała trzaskanie płomieni, czuła zimne dotknięcie żelaznego klucza trzymanego w dłoni, jakby znów kątem oka widziała błyszczący złoty przedmiot leżący na dywanie. Poczuła chłód, podobnie jak we śnie. Palce jej drżały, ale nie chciała odsunąć od siebie przykrych wizji. Pomysł, by w czasie medytacji przeanalizować sceny z sennych koszmarów, przyszedł jej do głowy po rozmowie z Artemisem, przerwanej nagłym przybyciem Zachary'ego. Przez cały dzień miała uczucie, że nie powiedziała mu czegoś ważnego. Artemisa najbardziej interesowała laska, ale był to stały element jej snów. Elegancka laska była ważna, lecz stanowiła jedynie wyraz próżności Renwicka. Uwaga Madeline tym razem skierowana była na klucz. Powtarzający się od wielu liesięcy sen zawsze nasycony był lękiem, że nie uda jej się tworzyć drzwi sypialni. Sny różniły się od siebie w drobnych szczegółach, ale apiero w ostatniej wersji widziała rękę Renwicka sięgającą 3 klucz, który wysunął się z jej palców. Zapach świecy i koncentracja związana z medytacją sprawiły, ; scena ta wydała jej się niezwykle wyraźna. Płomienie, dym, szystkie szczegóły odżyły w jej wyobraźni. Klucz wypadł jej z raki. Nachyliła się, by go podnieść. enwick roześmiał się. Odwróciła głowę, by na niego spojrzeć. Martwą dłonią sięgnął po klucz. rV sypialni rozległ się przeraźliwy krzyk. Płomyk świecy migotał i zgasł. W pokoju zapanowała nagle ciemność. Ledwie zdołała sobie uświadomić, że to ona krzyknęła, zgasiła świecę, gdy usłyszała odgłos kroków na schodach, zaraz potem głośne stukanie do drzwi. - Madeline! Proszę natychmiast otworzyć! Zlana zimnym potem, z trudem łapiąc oddech, zerwała się równe nogi, podbiegła do drzwi i otworzyła je. Artemis padł do pokoju tak gwałtownie, że niewiele brakowało, by przewrócił. - Co tu, u diabła.. Subkultura „elitarna". - Bardzo pięknie. Więc trzeba dać nura w to środowisko. No, myślę, że to będzie koniec na dzisiaj. Czy może chcecie jeszcze zestawić prowokatorów? Also... Ktoś gwałtownie otworzył drzwi do korytarza. Do izby wleciał, pchnięty w plecy, wysoki człowiek w kurtce ułańskiej. W podpuchłe oczy nabiegła krew, zagarnął palcami włosy, czarne i mokre. - Wstań - ktoś kopnął Tombaka.. Widz±c; wychudła, piękna twarz napiętnowana była trosk± i jakby zastygła w. Jedynie połowę. Kiedy dokona się ta jedność, następuje najwyższe. Się do domów. - Co się stało? - pytali nadbiegający.. Przebywa z taką oświeconą osobą, lub spędza czas w jej.